|
 Dwoje autorów, dwie płcie, dwa różne pokolenia (hę???), dwa odmienne spojrzenia na świat, trzy kontynenty, sześć stref czasowych... JEDNA książka. Trudno uwierzyć, ale...
To JEST możliwe! Opowiemy Wam, jak powołaliśmy do życia ludzi, zwierzęta, budynki i duchy Radia Yokohama. Two authors, two genders, two generations (what???), two different worldviews, three continents, six time zones... ONE book. Hard to believe, but...
It HAPPENED! We will tell you how we brought into existence the people, animals, buildings and ghosts of Radio Yokohama. Tak się zaczęło... Email do Moniki Borek od <marcin(małpa)bruczkowski.com> z dnia 18 lutego 2008 zatytułowany "Radio Yokohama": Możesz teraz wziąć kajecik, ołówek, i wypisać 10 rzeczy, które byś chciała, żeby się znalazły w tej książce. Możesz też jej kawałek napisać, w taki sposób, żebyśmy nie wchodzili sobie w drogę i nie kłócili się o punkty decyzyjne. Wystarczy, żeby w każdym rozdziale znalazł się kawałek narracji pewnej bohaterki – i TY napiszesz te kawałki, a ja nie będę ruszał ich zawartości (z zastrzeżeniem, że pani redaktor może je ruszać – taki jej przywilej). Co Ty na to? M. Kliknij, żeby przeczytać, skąd się wzięły niektóre postaci w Radio Yokohama
Kim naprawdę był pan Hayakawa, Szalony Techniczny, co w książce robi Duch (o ile jest tam rzeczywiście), na kim oparte są główne postacie powieści... Pomalutku odkrywamy tajemnice pod linkiem powyżej. FRAGMENT HISTORII O PISANIU KSIĄŻKI Z DWÓCH RÓŻNYCH STRON ŚWIATA... Warszawa. Stolik okrągły i krzesło, na którym siedzi Marcin. Przed nim laptop oraz szklanica ze złocistym trunkiem, prawdopodobnie syropem na kaszel (na kaszel najlepszy jest lekko nadpsuty sok z chmielu). Wokól niego jakieś akcenty barowe, może serwetnik, może solniczka na stoliku, może jakieś inne rzeczy. Tioman, należąca do Malezji wyspa archipelagu Morzu Południowochińskim. Monika, owinięta w payoo, boso i leżąca na brzuchu na karimacie lub wisząca w hamaku rozwieszonym pomiędzy palmami. Może jakiś soczek z parasolką. No i laptop oczywiście. Ptyś w sensie. Jest połowa maja 2008. Marcin Bruczkowski, autor trzech bestsellerowych pozycji, pisze kolejną książkę, Radio Yokohama. Aktualnie przebywa w Warszawie, w Parku Szczęśliwickim. W tym samym czasie, choć zupełnie innym , mając na uwadze porę dnia, nieznana nikomu polska autorka, przebywająca na małej tropikalnej malezyjskiej wyspie Tioman, pisze... tę samą książkę. Jak to możliwe? Posłuchajcie. Dźwięk gadu-gadu. Marcin : Monisiu... puk, puk ;-) Monika: wbiega, zdejmuje maskę do nurkowania i snorkel, wyciera włosy ręcznikiem No jestem, już jestem. Trochę jeszcze cieknę, poszłam na nocne nurkowanie. Faaaajne... Marcin: A mnie dzisiaj udało się zalać Flaminga. Mieli tam awarię wodociągu, ale sytuacja została opanowana. Aż pojawił się Marcinek i skorzystał z WC. Woda zalała całą kuchnię... i knajpę trzeba było zamknąć. Jakoś nie mam ochoty wracać do domu (Alex i tak ma teraz judo), więc pomaszerowałem do pobliskiego western baru w parku, nad jeziorkiem. Jest ciepło i ślicznie po prostu... Wszystko kwitnie. Monika: ooo...gratuluję! Jesteś moim idolem, słowo daję! Nie ma to jak sobie zalać Flaminga... chichocze Marcin : W Twojej poczcie jest email z entuzjastyczną opinią o OBU wersjach gotowania strun :-) Monika: [westchnienie] O,nie... Marcin : Nooo... Jeszcze nigdy nie zalałem restauracji... Monika: Kiedy ja nie o tym! Master writer, proszem wybrać jedną wersję! Marcin Bruczkowski (12-05-2008 23:26) Ale przeczytaj maila spokojnie. Naprawdę w OBU są tak fajne elementy, że szkoda je stracić. A i tak jakbym wybrał 1 z nich, tobym ją musiał przerobić od strony merytorycznej, bo nie zrobiłem Ci nigdy wykładu o gotowaniu strun... :-) Monika: no właśnie Marcin : I ich cenach... :-) Monika: no właśnie. I zgadywałam. Może w ogóle wyrzucić..? Marcin : Czekaj... ty też mi kiedyś napisałaś kawałek narracj Martinowej, to pozwól mi zlepić z tych 2 wersji jedną? Puriiiizu, jak mawiają Japończycy? Monika: prosie, jak mawia Monia Marcin : Hurra!! Chwila ciszy, Marcin stuka w klawisze, Monia popija ze szklanki, też przez chwilę stuka w klawiaturę. Dźwięk gadu-gadu. Marcin : Już! Wysłałem Ci zlepioną scenę z gotowaniem strun. Mam nadzieję, że Ci się spodoba... Cisza. I teraz do końca rozdziału 8 została nam tylko 1 scena z Amandą - coś z Tomo, żebym mógł zrozumieć, jak go widzisz i tym samym dokończyć moją scenę z nagrywaniem Tomo. Byłoby fajnie, gdyby w tej scenie wystąpiło coś, eeetoo, niezwykłego. Przeczytaj też moje pozostałe notatki kursywą na koniec rozdziału. Can? Cię nie ma... Monika: Już jestem, net mi się wysypał chwilowo. Ale mam złe wieści. Marcin wciąga powietrze przez krtań z charakterystycznym hyyyy??? Monika: No bo w rozdziale ósmym pisze się scena z Johnem, a później z Hiroo. Marcin : Ojejej? Monika: Jest też scena z kozą. Marcin: i to są ZŁE wieści? Serce mi stanęło... Monika: Ano właśnie, bo sceny z Tomo nie przewidziałam. Marcin: I nie jestem pewny, czy nadal bije... Monika: A już na pewno nie w studio! Marcin: AAAAAAA! JA MIAŁEM NA MYŚLI HIROO! Monika: o looosie Marcin : I nie w studio oczywiście. Monika: o looooooosie Marcin Bruczkowski : W studio napiszę ja - kawałeczek, ale do tego mi potrzebne jest poznanie trochę charakteru Hiroo. I dlaczego mówi w Bahasa :-0 Monika: Jasna dupa, Ty się naucz imion bohaterów WŁASNEJ książki co? Marcin: Ja już pisze 9 roz stąd ten Tomo... :-) PS. Lubię, kiedy mówisz o looosie ;-) Monika: ziewa Marcinku, jakieś jeszcze plany na dziś? Marcin: Odbieram Alexa z judo i idziemy na pizzę. Wieczorem mam telekonferencje, a później coś jeszcze skrobnę w rozdziale 9. Ty? Monika: Ja padam na ryjka, tu jest po północy... Jutro wracam do Singu po południu, a rano jeszcze nurkuję. Marcin: No to uciekaj spać. Dorbanoc. Monika: Dobranooooc... * * *
|